poniedziałek, 16 maja 2011

Dziadku...

Tęsknię za Tobą bardzo... Czasem nachodzi mnie myśl, że napiszę Ci o czymś, pochwalę Julkę, albo poradzę się Ciebie w jakiejś sprawie, ale za chwilę dociera do mnie, że nie mogę... Tak trudno jest oswoić tą myśl, że Cię już nigdy nie zobaczę, nie usłyszę Twojego "Martuńciu" albo "Julciu kochana"... Musiałam poprzeglądać Twoje książki i płyty, dokumenty... Strasznie mi z tym niezręcznie było, przecież to wszystko jest Twoje:(((((
Książki, zgodnie z tym, jak chciałeś, trafiły do szkoły muzycznej, trochę płyt również. Ciocia zostawiła sobie kilka, ja też dla siebie coś wybrałam. Zostawiłam parę książek, stare zdjęcia... Na niektórych nawet nie wiem, kto jest - zabrakło nam Dziadku czasu, żeby je wspólnie pooglądać z Tobą :(( Na wiele rzeczy zabrakło czasu, wiesz??... Myślałam że doczekasz się jeszcze jednego prawnuczęta, ale odszedłeś zbyt szybko...
Zabraliśmy w sobotę ciocię na cmentarz - dzielnie doszła na piechotę:) Posadziłam kwiaty, póki nie ma jeszcze nagrobka, posprzątałam... Myślimy nad napisem na płycie i w ogóle nie mamy pomysłu, żadne słowa nie oddadzą naszego smutku i rozpaczy... Żadne...

Duże zmiany. Na lepsze:)

Było "przepraszam" i białe róże... Nawet Jula dostała jedną. I chyba szczere to było, bo od tamtego czasu jest wspaniale. Wreszcie czuję, że jesteśmy razem. Nawet seks jest wspaniały i daje mi masę przyjemności, ale to chyba głównie zasługa odstawionych tabletek :) Są pocałunki, przytulenia, masa bliskości.
Tabletki odstawiłam, jeden cykl odczekałam, a teraz staramy się :) Zobaczymy co z tego wyniknie, na jakiś specjalny cud nie liczę, ale kto wie... Fajny czas:)
Od wyjazdu na majowy weekend do Uścia chodzi za nami kupno działki, ale nie takiej stricte budowlanej, ale chociażby rekreacyjnej. Tak, żeby mieć na weekend gdzie pojechać, odpocząć, pobyć poza miastem. Bardzo bym chciała, żeby się udało...

Grzesia tato jest w szpitalu na rehabilitacji. Jest dużo lepiej niż było, potrafi sam wstać, powolne kroki stawia sam, ale mimo wszystko daleka droga jeszcze... Najgorzej, że psychicznie jest mu ciężko. Załamuje się, jest zmęczony tymi ćwiczeniami i bezradnością:(  I źle widzi:( Nie wiemy nawet na ile, ale jedno oko chyba zupełnie nie widzi, bo jak patrzy to głowę zawsze obraca i wszystko widzi przesunięte. A wczoraj, jak spacerowaliśmy po korytarzu, to mówił że nie widzi gdzie ma stopy stawiać bo ciemno jest... a był środek dnia... Strasznie bym chciała, że już było dobrze, żeby był samodzielny i szczęśliwy... Taki jak dawniej...