środa, 24 listopada 2010

Ciocia po szpitalu.

Ciocia jest już w domu. W miniony czwartek miała operację usunięcia węzła chłonnego. Teraz czekamy na wyniki... Boję się :(

Dziadek nabiera sił, wygląda już zdrowo. Pije litry soku z buraków:)

Ja ostatnie dni źle się czułam, ciągle mnie mdliło. Zrobiłam nawet test ciążowy, ale niestety wyszedł negatywny. A szkoda, bo miałam nadzieję że jednak coś się wykluło:) Daliśmy sobie czas do końca grudnia na rozmyślania i do nowego roku chciałabym podjąć decyzję, czy się decydujemy na dziecko, czy nie.

No i to tak w skrócie. W pracy nuda, szefa nie ma od dwóch tygodni, będzie dopiero w poniedziałek.
Oddałam do reklamacji buty - wczoraj miałam je odebrać, ale są tak fatalnie naprawione (podeszwa w dalszym ciągu się odkleja) że odmówiłam odebrania ich i znowu muszę czekać dwa tygodnie na kolejną naprawę:( A zrobiło się już zimno, dzisiaj delikatnie prószył już śnieg. Nie da się ukryć - zima coraz bliżej...

poniedziałek, 8 listopada 2010

Bardzo smutne tygodnie :(

Ostatnie tygodnie chciałabym wymazać i z pamięci, i z życia :((( Dziadek trafił do szpitala, u cioci w wyciętym znamieniu stwierdzono czerniaka :( Ciężko mi to wszystko ogarnąć, ciągle mi się wydawało że dziadek jest w pelni sił, że nic mu szczególnego nie dolega... A tu jednak nie... Jest słaby, bardzo słaby, po szpitalu ma fatalną hemoglobinę... Eh, nawet nie mam sił pisać... Kocham go nad życie... Nie wyobrażam sobie życia bez niego...Julia tym bardziej...
Dzisiaj dziadek był na kontroli u kardiologa - miał podejrzenie tętniaka aorty. Tętniak jest, ale z tym będzie żył. Dostał skierowanie do poradni kardiochirurgicznej, żeby obejrzeli wyniki i dali jakieś zalecenia.