wtorek, 31 stycznia 2012

Brrrr, jak zimno.

Ale zimno, -15 stopni było dzisiaj rano. Wczoraj zresztą podobnie... I na razie tak ma pozostać. Nie powiem, żebym się cieszyła, ale dobrze że chociaż śniegu nie ma.

Zainspirowana blogiem pewnej uzdolnionej młodej dziewczyny znalazłam sobie hobby - figurki z masy solnej :) Przedwczoraj robiłyśmy z Julą aniołki, wczoraj je malowałyśmy. Dzisiaj muszę kupić lakier, żeby je zabezpieczyć przed wilgocią. Jestem pod wrażeniem swoich i Julcinych umiejętności :) Fotki robione wieczorem, więc jakość słaba:
Julkowy Anioł:

Mój Anioł Walentynkowy:

czwartek, 26 stycznia 2012

Wyszło słonko, przyszła zima.

Dzisiaj mroźno, -5 i piękne słońce. Widać zima się jednak zdecydowała. Dobrze, że póki co nie ma śniegu, to przynajmniej rano nie ma zabawy z odśnieżaniem samochodu.
Dzwoniłam wczoraj do dr Saczko. Nie ma już gabinetu na Krynickiej, teraz przyjmuje na ul. Robotniczej, trzy razy w tygodniu. I ma tam usg - całe szczęście, bo myśl o jeżdżeniu do szpitala mnie bardzo zniechęcała. Wizyta 100zł, usg niestety dodatkowo płatne 50zł... Zobaczymy, jutro się zarejestruję.

Przeglądałam oferty wakacyjne w Chorwacji. Jeśli nie będziemy mieli z kim jechać, to dla nas samych jest za drogo :( Za apartament dla dwóch osób trzeba zapłacić średnio ok 60 euro, a ostatnim razem płaciliśmy ok. 70 euro i to na cztery dorosłe osoby + Jula. Także nie wiem gdzie w tym roku będziemy wypoczywać :( Polskie morze skutecznie mnie zniechęciło :(, zbyt duże ryzyko siedzenia w pokoju i liczenia kropel deszczu na szybie...

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Kolejny stracony miesiąc.

Minęły Święta, minął Sylwester, minęły (wczoraj) kolejne, siódme już, urodziny Juleczki... A u nas nadal nic... Jesteśmy myślę coraz bliżej wybrania dla nas nowego domu/mieszkania, oglądamy oferty, oglądamy budowy, jednakże zawsze jest jakieś duże "ale". Albo za małe, albo za duże, źle położone pod względem stron świata, za daleko i tak ciągle. Najlepiej byłoby wybudować samemu, no ale koszty działek to jakiś kosmos. Zresztą ja i tak na dom wolno stojący się nie piszę, sama w nocy bym chyba zwariowała :)
Dzisiaj dostałam @, znowu już po 7 dniach brania luteiny, czyli w 21 dniu cyklu. Mam dość, jestem podłamana. Brak zaangażowania mojego gina mnie doprowadza do szału, dlatego też zdecydowałam, że więcej do niego nie idę. Czuję się olewana, żrę hormony od lipca i nic z tego nie wynika. Przemyślałam to wszystko ostatnio i w pierwszym odruchu zdecydowałam się pójść po pomoc do kliniki leczenia bezpłodności, ale chyba jeszcze z tym poczekam. Podobno są skuteczni, ale z opinii w necie zauważyłam, że stawiają jednak na IUI i invitro. No w sumie tak, taki mają profil działalności, więc to oczywiste, a ja jeszcze popróbuję. Muszę się umówić na przyszły tydzień do Saczko - pomógł mi z Julą, może i teraz pomoże, zobaczymy.
W każdym razie dzisiaj obudziłam się przed 5:00... Śnił mi się Dziadek, odchodził... I już zasnąć nie mogłam i rozmyślałam. Z jednej strony podłamana jestem brakiem ciąży, z drugiej przerażona jak to wszystko ogarniemy... Bo przecież sami jesteśmy, żadnych chętnych rąk do pomocy nie ma i nie będzie... Trzeba  będzie wracać do pracy, organizować żłobek... Nie wiem, nie wiem...