Dzisiaj jestem ostatni dzień w pracy. W sumie chyba dobrze, że mogłam popracować tydzień, bo myślę że głównie dzięki temu, że nie mam za dużo czasu na rozmyślania, wracam jakoś powolutku do życia. Udało się nam przyspieszyć nasz wakacyjny wyjazd o kilka dni z czego się cieszę - zmienimy otoczenie, odpoczniemy. Jeszcze tylko w poniedziałek/wtorek Grześ wyjeżdża w delegację i na pewno będzie mi smutno bez niego, ale nie mam wyjścia, praca to praca...
Wczoraj dostałam od niego prezent z okazji naszej dziesiątej rocznicy ślubu - chciał mi kupić pierścionek, ale jakoś żadne mi się nie podobały i zdecydowałam się na bransoletkę - kosztowała dużo za dużo, ale w sumie niewiele miałam do gadania:)
A za "szpitalne" z ubezpieczenia kupiłam sobie taką:
1 rok temu



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz