piątek, 14 września 2012

Niedziela w Rudzie Sułowskiej.

Niedziela minęła nam wspaniale, pogoda była wymarzona. Jedynym minusem była duża ilość wędkarzy - niespecjalnie mi się to podobało, ale na takich łowiskach chyba się nie da inaczej. Na sam koniec połowu udało mi się wyciągnąć sporego karasia, którego wrzuciłam z powrotem do wody. Miałam też coś wielkiego na haczyku, ale się zerwało razem z haczykiem i tyle go widziałam:)

W środę byłam u kardiologa, bo serce nadal bardzo mi dokuczało i zaczęłam się bać, że to może jednak coś poważniejszego... Na szczęście nic złego się nie dzieje, sytuacja z płatkiem jest dokładnie taka sama jak w 2009r. A moje dolegliwości spowodowane są przeżytym stresem - mogą się utrzymywać nawet do roku czasu. Lekarka zdiagnozowała "krążenie hiperkinetyczne" i przepisała mi jakieś tabletki uspokajające, które mam brać w małej dawce. I nie stresować się, nie rozmyślać za dużo i mieć czas na przyjemności. Łatwo powiedzieć...

Jula w szkole radzi sobie świetnie, odnalazła się błyskawicznie, nie ma stresu. Za to ja mam dużo wątpliwości związanych z jej wychowawczynią. Sprawia wrażenie przestraszonej, niezaradnej, na nic nie ma pomysłu. Jestem w trójce klasowej, ale nie mam żadnego kontaktu ani z panią, ani z rodzicami. Mam pomóc w organizacji pasowania na ucznia, ale przecież sama tego nie zrobię, muszę mieć kontakt przynajmniej z pozostałą dwójką klasową... Nie wiem jak to dalej będzie wszystko wyglądało.

czwartek, 6 września 2012

Czuć jesień.

Urlop był w tym roku fantastyczny. I choć obarczony ciężkimi przeżyciami sprzed kilku tygodni, moją depresją, to chyba śmiało mogę go zaliczyć do najbardziej udanych z tych spędzonych w Polsce. Znalazłam sobie  nowe hobby - łowienie ryb:) Tak tak, zawsze się śmiałam jak można stać cały dzień nad wodą z wędką. Można :) To wciąga niesamowicie, szczególnie gdy spławik co chwilę drży:) Zaczęłam od kijaszka z haczykiem, który znalazła Jula, złowiłam maleńką rybkę, potem większego karasia. A potem to już pojechaliśmy do Jeleniej Góry kupić wędkę:) I łowiłam - karasie, płotki i karpie. Ale frajda. Pogoda była piękna, opaliłam się super, bo stałam całe dnie nad wodą w stroju kąpielowym, a co;)
Okolica przepiękna - cicho, spokojnie, zielono. Spędzaliśmy na dworze całe dnie. Właściciele są przemili, zaprzyjaźniliśmy się z nimi. I mam nadzieję, że uda nam się we wrześniu na weekend znowu pojechać. A w tą niedzielę wybieramy się z Przemkiem do Milicza - na ryby:)