piątek, 22 lipca 2011

Agata urodziła.

Maja pojawiła się na świecie chyba po 4:00 nad ranem, bo o tej godzinie dostałam mmsa :) 53cm i 3150g, strasznie podobna do Pawła.

Cieszę się ich szczęściem, cieszę się, że zostałam ciocią, ale jestem też zazdrosna:( Nie miała problemu, żeby zajść, nie miała najmniejszego problemu w czasie ciąży, ani z donoszeniem... Dlaczego ja mam pod górkę?... Tak marzę, tak bardzo nie mogę się doczekać, a tu nic z tego... Jak długo??... I czy w ogóle??...

Pogoda fatalna, wczoraj było 16 stopni i lało od rana, teraz w pracy mam na termometrze 13... A to koniec sierpnia przecież ;/ Boję się, że nad morzem też taką beznadziejną pogodę będziemy mieć... Kąpać się na pewno nie będziemy, bo przecież woda w Bałtyku strasznie zimna jest. Jakieś to lato beznadziejne w tym roku...

G był u lekarza dzisiaj, bo od poniedziałku ma podwyższoną temperaturę. Wczoraj powiedział, że kłuje go w prawym boku, co dało podejrzenie zapalenia woreczka żółciowego. Przepisała mu lekarka antybiotyk na gorączkę (kolejny!!! po ponad miesiącu raptem) i tabletki na ten pęcherzyk. Jak  nie przejdzie, to w przyszłym tyg do lekarza i dostanie skierowanie na usg... Fatalny ten rok... Co jeszcze się wydarzy??...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz