W pierwszej ciąży w ogóle nie przyjmowałam do wiadomości, że coś może być nie tak. Nawet się nad tym nie zastanawiałam. Odkąd zobaczyłam Kropeczkę na pierwszym usg wiedziałam, że jestem w ciąży i że zostanę mamą - nic więcej się nie liczyło. Miałam swoje forum, nie latałam po internecie, nie zagłębiałam się w to, co może się dziać po drodze. A teraz? A teraz drżę od samego początku... A odkąd pojawiło się plamienie, to już tym bardziej. Każda wizyta w toalecie wiąże się z wnikliwym sprawdzaniem papieru, czy aby nie ma na nim śladów krwi. W nocy każde przebudzenie też musi się wiązać ze sprawdzeniem, czy nic tam się nie dzieje... Teraz jakoś bardziej mam świadomość tego, jak krucha jest taka ciąża. Gdy na forum z czasem wykruszały się koleżanki, w różnych tygodniach, nawet w ósmych, serce zatrzymywało mi się na chwilę... Posty koleżanek, które jeszcze później traciły ciąże, budzą moje straszne obawy...
Wiem, że nie mam żadnego wpływu na to, co się stanie, mogę nie wiem jak o siebie dbać i zabiegać, ale przeznaczenia nie zmienię. Mam tylko nadzieję, że skoro to Maleństwo pojawiło się tak nieoczekiwanie, tak już w ostatnim możliwym (czy też niemożliwym:)) momencie, to widocznie ma z nami być :) I tego będę się trzymać z całych sił :)
Maleństwo 8w6d
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz