poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Telefon z przedszkola.

Wystraszyłam się dzisiaj nie na żarty... Dzwoniła moja komórka - patrzę - przedszkole Julci... Serce mi do gardła podskoczyło... I jeszcze pani tak chaotycznie mówiła, że nie wiedzą co zrobić, że się zastanawiały co zrobić, a mi w głowie kotłowało się tyle myśli, że nawet nie miałam siły pani popędzić, o co chodzi i co się stało... Okazało się, że Julę od rana boli brzuch i płacze, i że może zabrałabym ją do domu. Na nieszczęście Grześ akurat dzisiaj jest cały dzień poza Wrocławiem, a u mnie w pracy Weronika się źle czuła i poszła do domu, no ale wyjścia nie miałam. Powiedziałam, że się ogarnę tylko i za jakąś godzinę będę po dziecko. Zdenerwowana wpadłam do przedszkola, bo nie wiedziałam, czy źle się czujesz po syropie, który dałam Ci rano, czy coś się dzieje poważniejszego. Jednak gdy dotarłam do Twojej sali, wyszłaś uśmiechnięta bo już czułaś się dobrze. Jednak w ciągu dnia jeszcze dwukrotnie skarżyłaś się na ból brzuszka, szykowałam termofor i kładłaś się na łóżku. Mam nadzieję że jutro będzie już dobrze...

środa, 25 sierpnia 2010

wtorek, 24 sierpnia 2010

Przemeblowanie.

Znudziła mi się nasza sypialnia... A raczej to bordo na ścianie... Myślałam nad bielą i turkusami, takimi kolorami które kojarzyć się będą ze świeżością, latem, morską wodą, ale to chyba jednak nie moje kolory. Ostatecznie postanowiliśmy wprowadzić tam odcienie naturalne: beże, szarości, brązy. Póki co przestawiliśmy łóżko i regał, teraz trzeba będzie dokupić ławę, lampę, farbę i tapetę:) Moje typy:

i taka, ale w tonacji beżowo - złotej


Tapety chcę dać tylko kilka pasów, reszta ściany chyba w kolorze lodowym. Albo ecru... No jeszcze sama nie wiem:) Dekorację okna też zmieniam - zostanie jedna zasłona, marszczona na wysokości. Zamiast drugiej odsłonimy ścianę i będzie tam fajne miejsce na duże fotografie.

A to moje kolory:)








Bańki mydlane:)


Wycieczka do karpacza, 19.08.2010

Udało nam się spędzić fajnie czwartek - całą rodzinką wybraliśmy się do Karpacza. G miał tam spotkanie służbowe, a my zabrałyśmy się z nim. Pogoda rano nie była najlepsza, nawet zdążyłyśmy zmoknąć czekając aż G skończy spotkanie, ale było super:)

 Pospacerowaliśmy główną uliczką, byliśmy na łyżwach (lodowisko jest zrobione z suchego lodu). Jula stawiała tu swoje pierwsze kroki na łyżwach - szło jej naprawdę fajnie:







widzieliśmy miejsce anomalii grawitacyjnej gdzie wydaje się, że samochody, pozostawione na luzie, same jadą pod górę


W Karpaczu jest też piękny dziki wodospad:








A tak wygląda budzący wiele kontrowersji hotel Gołębiewski...



Na zakończenie pobytu, przed obiadem, Jula z G zaliczyli przejażdżkę bobslejem:)




A obiad zjedliśmy tu:


Tydzień bez dziecka:)

Tydzień we dwoje minął bardzo szybko - był czas na spacery, na obiady w restauracjach, na nicnierobienie. Dziecko ku naszemu zdziwieniu wytrzymało aż tydzień bez nas - w ogóle nie tęskniąc i nie dopominając się powrotu:) Co tu dużo mówić - duża już jest i pewnie coraz mniej będziemy jej do szczęścia potrzebni ;)

Julki pokój.

Po naszym powrocie z wakacji Julki pokój został delikatnie odmieniony - dostała swój wymarzony baldachim:)


Wakacje w Chorwacji - 30.07.2010

No i niestety nasz pobyt w Chorwacji dobiegł końca. Wszystkim było ciężko wracać, a Jula nawet z tego powodu płakała.


Chorwacja żegnała nas pochmurnym niebem i okropną burzę, przez którą musieliśmy przejechać. Jeszcze czegoś takiego w życiu nie przeżyłam - nie było nic widać, tylko ciemność i ścianę deszczu... Niektóre samochody zatrzymywały się nawet na autostradzie...




A tak mieszkaliśmy:
pokój Julki:


nasza sypialnia:


łazienka:



salon z kuchnią:



kuchnia:



taras:




I to by było na tyle:) Było wspaniale - piękne widoki, świetna pogoda, wiele ciekawych i pięknych miejsc zobaczyliśmy. Apartament mieliśmy fantastyczny, klimatyzowany, blisko morza. I tylko żal, że te dziesięć dni tak szybko minęło:)