piątek, 6 sierpnia 2010

Powroty są ciężkie:)

Wróciliśmy tydzień temu - wypoczęci, szczęśliwi, opaleni. I z ogromnym żalem, że tak szybko te wakacje minęły:) Było cudownie - piękna pogoda, niezapomniane widoki, świetne warunki, miłe towarzystwo. Naprawdę nie ma się do czego "doczepić" - no, może do drogi, która trwała 13h, co  i tak było szybko jak na taką odległość (jedni nasi znajomi jechali tą trasą 20h, drudzy 23h). Jula podróż zniosła niezwykle dzielnie - głównie spała lub podziwiała widoki. Droga powrotna nieco bardziej jej się dała w kość, ale nie marudziła na szczęście.

Po powrocie w domu masa porządkowania, prania i prasowania, w pracy ogarnianie zaległości i przywracanie wszystkiego do stanu sprzed wyjazdu - dobrze że dzisiaj piątek:) Jeszcze tylko czeka nas dzisiaj wizyta w CTL - Julce znowu trzeba usunąć kurzajkę.

A jutro mam w południe paznokcie, a potem zawozimy Julę w góry, do moich rodziców. W niezłym szoku byłam, gdy wczoraj mama zadzwoniła z taką propozycją. Cieszę się, bo Jula miała ciężki początek przedszkola (okazało się że Zuza, Emilka i Kuba nie chodzą w sierpniu do przedszkola :( i z jej grupy jest w ogóle mało dzieci), grupy są łączone, zajęć żadnych nie ma - taka przechowalnia po prostu;/ A tam może wytrzyma do środy, może do końca tygodnia, to i ona miło spędzi czas, i my zaznamy odpoczynku od dziecka:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz